Rozdział I

Poranek w londyńskim East End nigdy nie należy do najcudowniejszych. Szczególnie gdy za oknami pada i słychać wrzaski niezadowolonych sprzedawców na targach.
Scotland Yard od kilku miesięcy zajmuje się sprawą niejakiego Kuby Rozpruwacza, ale nic o nim nie wiedzą, a Eleonor Minorty stara się o sprawę z Kubą. Na marne, niestety. Ale cóż może poradzić dwudziestokilkuletnia dziewczyna?
Była niezamożna, mieszkała w najbiedniejszych dzielnicach stolicy Wielkiej Brytanii. Zajmowała się chorą na raka matką, czekając tylko na to, by jej stan się poprawił. Wszyscy (nawet prostytutki) patrzyli na nią z wyższością.

Nieco zmęczona po ostatniej nocy Eleonor, wstała z łóżka. Pogoda za oknem wcale nie ułatwiała jej wstawania nawet z tak niewygodnego posłania.
Cierpiała na bezsenność, a tabletki, które zażywała, wcale nie pomagały, a gdy już zaczęły, spóźniała się do pracy, przez twardy sen. Dlatego też odstawiła je na jakiś czas, ale powróciła do nich ostatniej nocy, gdy na zewnątrz szalała wichura. Nie dlatego, że się jej bała. Skądże znowu. Jazgot, jaki wydawała szyba przez wiatr, był po prostu nieznośny.

Poszła do niewielkiej łazienki za potrzebą i po to, by chociaż trochę się odświeżyć.
Niedługo potem, po oczywistym ubraniu się w strój składający się z rajstop, spódnicy do kolan, koszuli i pary najtańszych w świecie trzewików i uczesaniu włosów w kok (chodzenie w rozpuszczonych włosach nie było raczej mile widziane), zaczęła robić śniadanie dla niej i jej matki. Było ono proste, zwykła owsianka. Po zjedzeniu swojego śniadania i zaniesieniu go matce wyszła do pracy, zarzucając na siebie stary płaszcz. Pracowała w biurze detektywistycznym. Nie zarabiała jakoś dużo, ale wystarczająco by starczyło jej na codzienne wydatki i aby odłożyć parę funtów na czy to lekarstwa, czy ubranie.

Weszła do budynku, w którym pracowała. Przeszła szybkim krokiem, próbując nie zwracać zbytnio niczyjej uwagi. Nie chciała, by znowu ktoś jej dokuczył. Za często jej się to zdarzało.
— Szef chce cię widzieć — oznajmił jej jeden z detektywów.
Znała jedynie jego nazwisko, nic poza tym. Widziała go raz na jakiś czas i tyle właściwie.
Pokiwała głową i powędrowała do biura jej przełożonego.
— Chciał pan mnie widzieć — wybełkotała.
Nic nie odpowiedział, tylko rzucił jakieś papiery na biurko, dalej popalając fajkę.
— Kolejna robota dla ciebie, Minorty — rzekł, wyjmując fajkę z ust.
Serce kobiety przyspieszyło. Czyżby to Rozpruwacz? Podniosła folder trzęsącymi się rękami, ale jej entuzjazm znikł, gdy tylko dowiedziała się, o co tak naprawdę chodzi.
— Myślałam…
— Nie dostaniesz tej roboty — przerwał jej. — Nie masz co nawet o niej marzyć. To sprawa dla kogoś doświadczonego, a nie…
— A nie dla kogo? Dla dziewczynki z problemami, która przez swoją matkę i brak pieniędzy ledwo ukończyła szkołę wyższą? A może dla dziewczynki, która rozwiązała w ciągu roku więcej spraw niż ty przez całe swoje życie?
— Po prostu nie dostaniesz tej roboty. Masz kilka godzin na przejrzenie kartotek. Później pojedziesz z Charlesem na miejsce zbrodni. Tylko wróćcie przed osiemnastą. O osiemnastej wraca mąż zamordowanej. O niczym nie wie, a podobno straszny z niego pijak.
— Oczywiście — mruknęła i wyszła z pomieszczenia.
Poszła do swojego biura i zasiadła w fotelu, przeglądając kartoteki, wzdychając co jakiś czas. Po kilku godzinach, a dokładniej o czwartej, przyszedł do niej mężczyzna, z którym miała wybrać się na miejsce przestępstwa.
Przewróciła oczami i wyszła razem z nim.
Na miejscu byli około dwudziestu minut później, a właściwie była to Osborn Street. Mieli znaleźć się w kamienicy w mieszkaniu numer dwadzieścia trzy, na ostatnim piętrze. Tam też się znaleźli.
— Ofiara została znaleziona w salonie, o ile dobrze pamiętam — powiedziała, kucając. — Hm… Ślady krwi. Jakby ktoś ją tu ciągnął.
— Może morderca był również ranny — westchnął.
— Przeszukaj inne pomieszczenia.
Mężczyzna pokiwał głową, a Eleonor wstała i zaczęła przeszukiwać salon. W szkatułce, stojącej na komodzie było kilka sztuk drogiej biżuterii, a kolejne kilka — schowane w pustym wazonie.
Taka biżuteria u zwykłej kelnerki? Coś jej tu nie pasowało. Zaczęła patrzeć pod meble, aż pod sofą zobaczyła jakieś świecidełko. Wyciągnęła po nie rękę, ale nie mogła dosięgnąć. Wypróbowała więc innej metody. Próbowała ją przesunąć. Udało jej się. Podniosła przedmiot, który okazał się pierścionkiem. Był wykonany ze złota z ośmiokaratowym rubinem. Zaczęła go dokładnie oglądać. Był poplamiony zaschniętą krwią. Poszlaka?
— Charles! — zawołała, a brunet podszedł do niej.
— Coś znalazłaś?
— Pierścionek. Weźmiemy go. Może być to poszlaka. A tymczasem, znalazłeś coś?
— Na razie przeszukałem kuchnię, ale sądząc po twoim wyrazie twarzy, znalazłaś coś jeszcze.
— Oprócz drogiej biżuterii ukrytej w szkatułce i jeszcze większej ilości biżuterii, ukrytej w wazonie, to nic poza tym. I wątpię, że znajdziemy coś jeszcze. Widzisz, że się ściemnia, a mąż zamordowanej wróci za pół godziny.
— Przeszukałaś cały salon?
— Ze trzy razy. Ciekawi mnie ta krew, ale to sprawdzimy jutro.
— Jak uważasz.
— W takim razie wracajmy. Oddamy szefowi znalezisko i powiemy, co było w wazonie oraz szkatułce.
— A potem pójdziemy gdzieś razem. Co ty na to? — spytał Charles.
— Wybacz, ale muszę zająć się matką. Nie mam czasu na spotkania.
Mężczyzna pokiwał głową, po czym wyszli z mieszkania.

Chciał ją zaprosić na spotkanie? Po co? Nie potrzebowała tego. Nie potrzebowała z nim większej ilości spotkań. Wystarczyło, że spotykała go w pracy i czasami jadali razem obiad, ale to tylko wtedy, gdy akurat nie musiała rozwiązywać żadnej sprawy.
Nie miała czasu za przyjaźnie czy romanse. Pracowałaby kupować leki dla matki, aby mieć co jeść i w co się ubrać, a rozrywka nie wchodziła w grę.


— Wróciłam! — krzyknęła, wchodząc do mieszkania. — Mamo? — Nie uzyskała odpowiedzi.

Gdzie ty jesteś?

Zdjęła płaszcz i zawiesiła go na wieszaku, po czym zaczęła zmierzać do kuchni, by zrobić jakąś kolację. Na blacie zobaczyła karteczkę od rodzicielki, informującą, że poszła spotkać się z koleżanką i przenocuje u niej. Eleonor westchnęła i z powrotem położyła wiadomość na stole. 
Usiadła na krześle i oparła głowę na pięści. Poczuła, że nie jest głodna i pomyślała o propozycji Charlesa.
Od dłuższego czasu chciał z nią nawiązać kontakt głębszy niż tylko znajomi z pracy. Zapraszał ją na spacery, kolacje. Często proponował odprowadzenie. Ale odmawiała. Nie dlatego, że go nie lubiła, nie. Po prostu dużo pracowała, nie lubiła różnych spotkań i... była zbyt nieśmiała, by się zgodzić. 

Komentarze

  1. Ej! To się dyskryminacja nazywa!
    Niby jaki jest konkretny powód tego, że ona nie może prowadzić tej sprawy.
    Przecież jest najlepsza!
    I może właśnie o to chodzi? Może jej szef nie chce stracić najlepszego pracownika, a w końcu groziłoby jej niebezpieczeństwo 😊
    Ja tam nie wiem, ja się mogę jedynie domyślać.

    Charles.
    Ach...Ona musi się z nim spotkać. Może to ten jedyny?
    Już widzę ich dzieci 😂

    Dawaj mi tu następny!:***

    Alessia

    OdpowiedzUsuń
  2. Eleonor... Lubię to imię, a idealnie pasuje do Charlesa xD Mhm... Może ich shipp to będzie Charnor lub Charonor 😂 Odbija mi, kiedy chce mi się spać. Dobra, cały czas mi odbija. Cii 😆
    Cudowny rozdział, jestem ciekawa dalszej sytuacji z Rozpruwaczem. Podziw dla ciebie, że szukasz informacji związanych z Kubą.
    Czekam na next i chcę miejce pod rozdziałami.
    Pozdrawiam

    Demonek ❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Cóż powiedzieć mam?
    Moja skromna osoba, nie ma za wiele do osądu.

    Dobra, przestanę.
    To nie jest w ogóle w moim stylu 😅

    (Także cii. Zacznę po swojemu 😄)

    Widzę, ship widzę w tym tęczu! 🌈💑🌈
    Jestem (prawie) pewna, że coś z tego wyjdzie 😏

    Co do Rozpruwacza, to wiem, że marudzę na jego temat, ale to tylko z czystej ciekawości co wymyślisz 😜

    Zaciekawiłaś mnie, przez co będziesz zmuszona do przeczytania tego jakże "ambitnego" slowa- więceej 😃

    OdpowiedzUsuń
  4. No kurwa...
    Na róże napisałaś rozdział 3× krótszy od tego😢
    Powracając...
    Ty gburze czemu nie chcesz dac jej tej sprawy z Kubą?!
    No chyba ze nie chesz jej stracić to Cię rozumiem żE
    Matka chora,pienionżki* zarabiasz no i jezcze ten Charles...
    Może nie powinnaś czuć się przy nim skrępowana?
    No nie wiem...

    Kachna❤

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz